Drukuj

Na początku XIX w. postrachem okolic Opatowa był Jan Bogusławski, syn mieszczański, urodzony w Łagowie. Odznaczał się inteligencją i odwagą. Służył kiedyś w legionie Dąbrowskiego, ale za grabież został oddany pod sąd wojenny. Udało mu się uciec. Zaszył się w Górach Świętokrzyskich i wkrótce zasłynął jako herszt licznej i bitnej bandy. Na wieść o wyprawie przygotowywanej przeciw niemu przez kompanię piechoty, urządził zasadzkę w wąwozie w pobliżu Jeleniowskiej Góry. Wszyscy zbóje dzień i noc pracowali: jedni wykopywali ogromne kamienie i układali je na wysokich brzegach wąwozu, inni ścinali potężne drzewo. Zuchwały herszt nie myślał o poprzestaniu na obronie - postanowił napaść na Opatów. W wąwozie zostawił tylko połowę swojej bandy, a na czele reszty - o tej samej porze, gdy wojsko wyruszało przeciw niemu z Opatowa - zaatakował miasto. Zbóje przebrali się w siermięgi chłopskie i o północy napadli na koszary. Położyli trupem kilku żołnierzy i ukradli kasę wojskową. Porwali również rajcę miejskiego, który czynnie pomagał wojsku w wyprawie przeciw zbójom. Kiedy rajcę wyciągnięto z pościeli, jego żona padła na kolana przed Bogusławskim, błagając go o litość dla męża. Herszt obiecał jej, że jeśli za dwa tygodnie na jarmarku w Iłży wręczy sto dukatów człowiekowi, który zaproponuje jej kupno konia, to rajca wróci wolny do domu. Kobieta wypełniła polecenie zbója i małżonek rzeczywiście wrócił cały i zdrowy. W tym samym czasie, kiedy herszt grasował w miasteczku, w wąwozie pod Górą Jeleniowską rozgrywała się krwawa potyczka. Zbóje zaczekali, aż cały oddział wojska znalazł się w wąwozie, a wtedy zaczęli zrzucać olbrzymie głazy i zwalać bale drewna. Podobno około dziesięciu żołnierzy poniosło śmierć, a drugie tyle odniosło rany. Zwycięstwo rozzuchwaliło zbójów, herszt jednak obawiał się odwetu i postępował bardzo ostrożnie. Mimo to w ciągu niespełna dwóch miesięcy pochwycono wielu opryszków i powieszono na rynku w Opatowie. Tylko Bogusławskiego, choć wyznaczono znaczną nagrodę za jego głowę, nie zdołano ująć. Zniknął bez śladu. Radość miejscowej ludności nie trwała jednak długo. Nie minęły dwa lata, gdy w okolicy Gór Świętokrzyskich pojawił się znów Bogusławski, jak zawsze budząc grozę i napadami przypominając wszystkim, że żyje...